Ironman Austria okiem supportu

ironman austria

Na koniec ubiegłego sezonu startowego postanowiłem, że ten obecny 2019 będzie wyjątkowy. Taki, w którym chciałbym postawić z zawodnikami kilka kropek nad M. Mimo wielu wątpliwości i strachu wymieszanego z nuta euforii, postanowiłem rozbudzić palące pragnienie o spięciu kilku sezonów przygotowań, startem na pełnym dystansie. I tak oto Michał, Marcin, Paweł, Krzysiek, Marek, Szymon, Dorota, Agnieszka, Michał i Wojtek opłacili symboliczną opłatę startową i ruszyli do boju.

Na pierwszy ogień poszedł IM Klagenfurt – miejsce debiutu Michała i Marcina. Paweł niestety nie dotarł ze względu na złamany obojczyk (ale odbijemy to). Do samego miejsca startu mam duży sentyment, a to z racji jednego z moich ostatnich startów w 2007 r.

Ale do rzeczy… Po dotarciu do celu zakwaterowaliśmy się w hotelu po drugiej stronie jeziora, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Byliśmy z dała od startowego zgiełku. Okoliczności przepiękne: urocze uliczki, efektowna promenada oraz niekończący się ciąg restauracji i kafejek wchodzących w głąb jeziora. To wszystko sprawiło, że mogliśmy w spokoju zaplanować to, co powinno się wydarzyć oraz omówić sytuacje, które mogą się wydarzyć, ale nie powinny 🙂. Dojazd na start z hotelu to 20 minut autostradą, wiec komunikacyjnie świetnie.

Akwen bardzo przyjazny. Widoczność na 4-5m daje ogromny komfort, a temperatura wody 25,5 st. też robi wrażenie. Z powodu wysokiej temperatury wody pływanie odbyło się bez pianek, co niewątpliwie jest rzadkością i zawsze budzi niepokój wśród zawodników. Z drugiej strony to Ironman, a nie brodzik na basenie. Pływanie w kąpielówkach może przerażać, ale umówmy się… 2-3 lata przygotowań ma położyć brak kawałka neoprenowego gówna? 95 proc. całego pływania w sezonie i tak jest bez pianki. Tak więc pływanie bez pianek było nam niestraszne.

Objazd trasy kolarskiej zrobiliśmy w sobotę rano. Zapakowaliśmy się do auta i ruszyliśmy na trasę, by zobaczyć co nas czeka w niedzielę. Trasa oceniana z perspektywy samochodu, roweru czy marszu sprawia wrażenie ładnej, dobrze przygotowanej, świetnie oznaczonej i zabezpieczonej. Ta miła i przyjemna trasa ukazała zupełnie inne oblicze w dniu startu.

DZIEŃ STARTU

ironman austria

Pobudka o 4:40, by 4:45 być już w samochodzie 😂. W rytmie maszerującego wermahtu, czyli przy akompaniamencie Rammsteina i Links 234 pomkneliśmy niemieckim samochodem na prawie niemiecki start.

Szybka rozgrzewka na lądzie i oczekiwanie na rolling start. Co 5 sekund start 5 zawodników, taka oto prosta metoda załatwiła temat tłoku na trasie. Jak wspominałem wyżej, woda w jeziorze rewelacyjna, o dobrej przejrzystości, boje widoczne, ustawione gęsto. Po 2800m trasa pływacka wpada do wąskiego kanału, w którym niczym na Alp d’huez ustawiony jest szpaler ludzi dopingujących wszystkich zawodników zmierzających w kierunku T1.

ironman austria

Rower to szybka i wymagająca trasa. Piękny asfalt, który jeszcze pachniał nowością. Do pokonania jedna pętla, ale w Alpach… 1400m przewyższenia, sporo zacienionych miejsc, długie zjazdy, równie kąśliwe podjazdy. Początek roweru poszedł chłopakom zgodnie z planem. Prędkości, jakie zakładaliśmy pokrywały się z tymi, które odznaczały się na poszczególnych segmentach w aplikacji Ironmana. Chłopacy wyglądali dobrze, komunikowali całkiem dobrą zabawę. Na 150 km sytuacja zmieniła się diametralnie. Alpy ugościmy kolarzy takim gradem, że nawet pędzący królik z Alicji w Krainie Czarów nie wiedziałby, do której dziury ma spierdalać. Na autostradzie samochody stanęły a przystanki autobusowe, nie wiem dlaczego, wypełniły się zawodnikami z rowerami nerwowo pytającymi: “Do you have the organizer’s phone number? I want to be picked up from the race course”… Jako, że wszystkie języki są mi obce czekałem … aż przestanie padać … Przemieściłem się na T2, by złapać chłopaków. Pierwszy raz widziałem tego typu obrazki na starcie IM, czyli ludzi schodzących z roweru i… idących do T2. Biegło może 10 proc. Więcej osób próbowało odkleić zaciśnięte ręce z kierownicy, nerwowo szukając foli NRC, znaczna cześć z nich nie wychodziła już z namiotu i była odprowadzana przez ratowników medycznych.

ironman austria

Trasa biegowa to dwie stosunkowo łatwe pętle. Przyjemna trasa wzdłuż wody z urokliwym rynkiem i bramą, na której zawieszony był dzwon dla zawodników. Każdy kto miał ochotę mógł sobie pociągnąć za sznureczek i zrobić szybkie ram pam pam. Do pełni szczęścia zabrakło mi jakiegoś dzbana, ale akurat na rynku go nie było. Na uwagę zasługuje ilość punktów odżywczych na trasie, na których wolontariusze dwoili się i troili, by ułatwić życie zawodnikom. Podobnie wyglądała sprawa z ilością toalet. Było ich pod dostatkiem.

ironman austria

Reasumując cały start, Marcin i Michał zrobili świetną robotę na jednej z najlepszych imprez sygnowanym znakiem Ironmana. Była to droga pełna przygód – mam na myśli i sam start i przygotowania do niego. A ja, z Ewą i Gosią, jako support team, zrobiliśmy ile mogliśmy i to wystarczyło. Gratulacje Chłopaki!

Teraz pora na Zurich i debiut Krzyśka.


Paweł Różański | Liczba komentarzy: 1

Liczba komentarzy: 1

  1. Kiedyś , po przebiegnięciu pierwszego maratonu obejrzałem relację z IM Austria. To wtedy zapaliła się pierwsza iskierka IM :). Kiedyś tam wystartuję. Gratuluję chłopaki.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

polecane artykuły

Pech i szczęście w jednym – Ironman Tallinn

Ironman Tallin

Kanio, you are an Ironman!

GÓRALMAN, czyli opowieść o innym triathlonie